Recenzje

Jak to Dostojewski tarzał się w trawie…

„Zimowe notatki o wrażeniach z lata” – niby pamiętnik, niby zbiór przemyśleń Fiodora Dostojewskiego, zapisanych w trakcie jego podróży po Europie. To, co zaskakuje czytelnika i przykuwa jego uwagę to fakt, że w tej niewielkiej książce Dostojewski jawi się o jako żartowniś, ironiczny obserwator obyczajów, ze swadą wypowiadający się o kondycji europejskiego społeczeństwa.

Jego podróż zaczęła się w Petersburgu. Następnie jechał Dostojewski poprzez Berlin, odwiedził Drezno, Kolonię, aż po Londyn i Paryż, kończąc w Wenecji i Wiedniu. W jego pamiętniku próżno jednak szukać opisów zachwytów nad pięknem architektury i miast, w których się znalazł. Nie ma tu relacji z muzeów, słynnych oper i teatrów, nie ma informacji jak z typowego turystycznego przewodnika. Dostojewski jedzie pociągiem, już zabiera się za spisywanie własnych przeżyć, lecz rozprasza go jedno zdanie niejakiego Dienisa Iwanowicza Fonwizina, rosyjskiego komediopisarza, który stwierdził, że „Francuz nie posiada rozsądku”. Dzięki niemu snuje rozważania o Niemcach, Anglikach i Francuzach, zestawiając ich z rodzimą Rosją.

Zaczyna filozoficznie – a jednocześnie nieco złośliwie, i tej złośliwości nie pozbywa się do końca. Pełen oczekiwań, zastanawia się, czym Europa może go zaskoczyć, a co przekazać Rosji. Stawia pytania o to, czy wartości, jakie promuje kontynent, a które tak chętnie przejmowane są przez jego rodaków, mogą przyjąć się na dość topornym rosyjskim gruncie? Dlaczego Rosja nie zgadza się na to, by Europa wywierała na nią wpływ magnetyczny? Jednocześnie ironizuje, że przecież przekłada się on jedynie na garstkę, pozostałe miliony nie mają przecież żadnego znaczenia; dla tej „elity” prosty lud, z którego tak łatwo się wyśmiewać, jest przecież niczym. I zaczyna się jawić Dostojewski jako socjalista, krytykujący mieszczaństwo i arystokrację, gani jej przywary, pointuje głupotę i nieróbstwo. Stwierdza, że przecież kogoś powinno dziwić, że od tylu lat Europa dobija się do rosyjskich drzwi, i w zasadzie powinna się już dobić, a jednak te nadal pozostają zamknięte. Wynika to z tego, że Rosjanie się jeszcze nie przekształcili, mimo że zrobiono już wszystko, by nauczyć się francuskiego i etyki Zachodu. Naśmiewa się Fiodor Michajłowicz Dostojewski z przebieranek, jakie urządzają przedstawiciele rosyjskiej elity, siląc się na wygląd zachodni. Ich wnętrza i przekonania pozostają przecież siermiężne. To fasada, mówi, to ciągłe podpatrywanie Europy, kopiowanie mód i golenie bród. Stwierdza, chyba ze smutkiem, że Rosja ciągle pozostaje w tyle.

Dostojewski trochę też zrzędzi i utyskuje – żali się czytelnikowi, że nastawiał się na wyprawę swego życia (miał ujrzeć „krainę świętych cudów”), chciał zobaczyć wszystko, choć chwilę, choć trochę, a gdy to zobaczył, był zły na siebie, że widział wszystkiego za mało. Miał ochotę wracać, by zmyć absmak. Albo też nic mu się nie podobało! W Londynie, co karygodne, nie widział Św. Pawła, mimo że w Rzymie widział Św. Piotra; w ogóle stolica królestwa jawi się jako dom rozpusty. Berlin zaś zrobił „bardzo niemiłe wrażenie”, bo w zasadzie był taki sam jak Petersburg (nawet lipy, co sam uznał za absurdalne, mu się nie spodobały). W Dreźnie irytowały go Niemki, a Katedra w Kolonii rozczarowała swoją koronkowością (za co chciał ją później przepraszać). Wreszcie stwierdził filozoficznie, że „do Niemca trzeba się szczególnie przyzwyczajać”, gdyż nie będąc przyzwyczajonym, trudno go znosić w większych ilościach.

Paryż dla Dostojewskiego to „najmoralniejsze, najcnotliwsze miasto na całej kuli ziemskiej”, ale trudno, czytając „Zimowe notatki…”, nie uśmiechnąć się w tym miejscu: wszyscy chodzą tu zadowoleni (i tak też sobie to nieustannie wmawiają ), zupełnie szczęśliwi, uporządkowani i poszufladkowani. Sami zaś Francuzi – toż to ewenement! Wyjaśnia, czym jest święta trójca: ​liberté, egalité, fraternité, po czym stwierdza, że „chociaż socjalizm jest możliwy, ale w żadnym razie nie we Francji” – cóż dodać? Ano to, że liberté, egalité, fraternité – ou la mort. Ostatnie rozdziały książki to kapitalny i barwny opis mieszczańskiego (czytaj: paryskiego, gdyż „każdy Francuz jest paryżaninem” i nigdy nie wybije mu się z głowy, że nie jest pierwszym człowiekiem na całej kuli ziemskiej) społeczeństwa, którym rządzi zachłanność i pieniądz, a nimi sklepikarze – naciągacze „padam do nóżek” i panujące wszędzie krasomówstwo. To tu posłuszny i kochany mąż, nazywany przez swą epuzę ckliwie bribri, zdradza ją namiętnie z inną (małżeństwo we Francji to przecież związek kapitałów, gdzie na wzajemnych skłonnościach nikomu specjalnie nie zależy), lecz gdy tylko wraca do domu, czule obejmuje swą połowice, nazywając ją jeszcze czulej ma bichebribri i ma biche, zaznacza Dostojewski – zawsze prosperują, „a teraz bardziej niż kiedykolwiek”.

Gdy zaś oznajmia z absolutną powagą, że życiem każdego porządnego Francuza kieruje potrzeba rouler dans l’herbe (tarzania się w trawie), co wymusza na nim konieczność zakupu odpowiedniej parceli i zasiania zielska, mogę tylko „Zimowe notatki o wrażeniach z lata” polecić, życząc udanej zabawy i wzniosłych czytelniczych przeżyć.

Książkę otrzymałem dzięki portalowi Sztukater.

Total Page Visits: 538 - Today Page Visits: 1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *