Recenzje

Zniknięcia

Książka, a zanika tu samogłoska. To raz.
Dwa – to książka o lukach i pustkach.
Trzy – aby w nią wniknąć, warto znać biografię autora. „Zniknięcia” ciągną wówczas ku mrokowi, stają się drogą do ukrytych warstw. Mogą być kryminalną zagadką.
Trzy plus raz – warto znać twórczość autora. Bo „Zniknięcia” to nawiązania do innych pisarskich tworów, są zabawą i bawią się z nami, puszczają do nas oko, zwłaszcza gdy G.P. dopuszcza się chronologiczno-czasowych błędów (Garamond i Didot… ktoś, coś?), znika rozdziały, gubi części i zdania…
Pięć – „Zniknięcia” to magia liczb. Komu uda się odkryć, co się za nimi czai?

A fabuła? Ma drugoplanową rolę. Z rzadka chaotyczna, zakręcona i potężna jak spiralna galaktyka mimo wszystko zachęca. Czyta się „Zniknięcia” z buzującymi krwią policzkami, choć czasami trudno zgadnąć, w jaką stronę podążymy i po jaką zarazę, gdyż autor potrafi mylić tropy i wyciągać króliki z męskich nakryć głowy.

Brawa dla tłumaczy i pana Olczyka, za lipogramy, zwłaszcza za udany powrót do słowa „aliści”.

Uff. I tak udało się napisać opinię i pominąć samogłoskę…

?!

Znikła!

Total Page Visits: 375 - Today Page Visits: 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *